Noticias:

Estimados/as.

Esperando se encuentren bien, informo que a contar de hoy comienzan los trabajos de mejoramiento de la futura sala de Convivencia Educativa, razón por la cual está autorizado el ingreso a personal específicamente acreditado, quienes estarán ubicados principalmente dentro de dicha sala.

Además se me informa que el trabajo tendrá una duración de 6 días hábiles, por lo que es muy probable que tengamos períodos en que se sientan ruidos propios de las labores que desempeñarán, esto afectaría principalmente a las salas del entorno: 5° y 6° básicos, sala enlaces y dirección; por lo cual, pido a los docentes, funcionarios y a nuestros estudiantes, paciencia en ese sentido.

También comunicar que se están haciendo trabajos de despeje y habilitación de espacio (bodega) para guardar los materiales de Educación Física (cerca del portón de buses).

Con estas intervenciones, se logrará concretar la utilización de dos espacios esperados por nuestra comunidad: una sala para PIE y otra para la implementación inicial de sala de laboratorio y arte (compartida para ambas áreas por el momento).

Esperando tengan una buena semana, les saluda cordialmente:

Mavelyn Silva Carvajal
Directora (s)
Colegio de Maipo

Menú Principal

Wymarzony cel i jeden wieczór

Iniciado por choetmoa.m.t.hich, Jun 13, 2026, 03:28 PM

Tema anterior - Siguiente tema

choetmoa.m.t.hich

Prowadzę małą firmę remontową. Trzy osoby, jeden bus i ciągły wyścig z terminami. Większość miesięcy ledwo zipie. Ale październik? Październik był dobry. Zlecenie za zleceniem, klienci płacili na czas, nawet się uśmiechali. Wiedziałem, że grudzień będzie luźniejszy, więc postanowiłem coś zrobić z siebie. Ale nie dla firmy. Dla siebie odłożyłem tysiąc złotych na wymarzony cel – nowy zestaw kluczy pneumatycznych. Marzyłem o nich od dwóch lat.

W sobotę wieczorem, po całym tygodniu mycia podłóg i malowania ścian, usiadłem z piwem. Telefon w ręku, nogi na stole, cisza. Żona poszła do siostry, dzieci spały. Mogłem wreszcie odetchnąć. I wtedy, przewijając głupie filmiki na Instagramie, trafiłem na krótki klip. Ktoś tam kręcił bębnami w kasynie online, wygrał jakieś grosze i cieszył się jak dziecko. Skomentował ktoś: "Gdzie wy to robicie?". Odpowiedź: "Szukaj oficjalne kasyno Vavada i nie daj się nabrać na podróbki".

Nie wiem czemu, ale to do mnie trafiło. Może przez to piwo. Może przez ten spokój w mieszkaniu. Może przez to, że od dwóch miesięcy nie zrobiłem niczego tylko dla frajdy. Wpisałem w przeglądarkę. Pierwszy link. Strona otworzyła się szybko – czysta, przejrzysta, bez śmiesznych animacji. Spodobała mi się od razu. Nie udawała niczego. Po prostu: jesteś, grasz albo wychodzisz.

Zarejestrowanie się zajęło minutę. Nie musiałem wysyłać dowodu, nie musiałem czekać na weryfikację. Mail, hasło, potwierdzenie. Gotowe. Zastanawiałem się, ile wpłacić. Trzysta? Pięćset? Bałem się, że za dużo. W końcu rzuciłem dwieście złotych. Tyle, ile wydałbym na głupoty w Castoramie. Pomyślałem – jak przegram, to przegram. Jak wygram – dokupię do tych kluczy jakieś graty.

Zacząłem od prostego automatu. Motyw starego radia. Takie retro, lampki, pokrętła. Przyjemne w odbiorze, nie agresywne. Kręcę raz – 4 złote. Drugi – 2 złote. Trzeci – pusto. Tak przez piętnaście minut. Stan konta spadł do 140 złotych. Bez emocji. Przesiadłem się na inny – coś z motywem podróży. Mapy, kompasy, stare walizki. Postawiłem 10 złotych. Bonus. Pięć darmowych spinów. Pierwszy – 6 złotych. Drugi – 12 złotych. Trzeci – 20 złotych. Czwarty – 8 złotych. Piąty – 30 złotych. Stan konta wrócił do 180. Uśmiechnąłem się.

I wtedy, nie wiem dlaczego, postawiłem 15 złotych na automacie z klejnotami. Bębny się kręcą. Zatrzymują się. Nic. Postawiłem kolejne 15. Znowu nic. Zostało 150. Pomyślałem – dobra, ostatni raz na tym slocie, potem zmieniam. Kliknąłem. Ekran zamarł na ułamek sekundy. A potem eksplodował. Wszystkie symbole się zrównały. Na środku pojawił się diament. I zaczęła się lawina. Najpierw 50 złotych. Potem 120. Potem 300. Potem 580. Zatrzymało się na 740 złotych.

Wstałem z kanapy. Przeszedłem się po pokoju. Nie dlatego, że nie wierzyłem. Po prostu potrzebowałem się poruszyć. Żona nie było, dzieci nie było. Tylko ja, piwo i ten ekran. Stanąłem przy oknie. Spojrzałem na światła osiedla. Pomyślałem o tych kluczach pneumatycznych, o które walczyłem dwa lata. Nagle były w zasięgu ręki. I jeszcze coś ekstra.

Wróciłem do laptopa. Wiedziałem, że nie mogę teraz stracić głowy. Wypłaciłem 600 złotych. Zostawiłem 140 na koncie. I wtedy – dla świętego spokoju – otworzyłem nową kartę i wpisałem jeszcze raz oficjalne kasyno Vavada. Chciałem się upewnić, że to nie była jakaś chwilowa strona, która za chwilę zniknie. Zalogowałem się ponownie. Wszystko grało. Stan konta ten sam, historia transakcji czysta, opcje wypłaty działały. Zero problemów.

Pograłem jeszcze na tych 140 złotych. Tym razem ostrożniej, małymi stawkami. Straciłem 60, wygrałem 30, straciłem kolejne 20. Na koniec zostało 90 – wypłaciłem je. Zamknąłem przeglądarkę. Dopiłem piwo, które zdążyło zciepnąć. I uśmiechnąłem się do ściany.

Następnego dnia, w niedzielę rano, wszedłem na stronę z narzędziami. Zamówiłem te klucze pneumatyczne, o których marzyłem. Dołożyłem do nich porządny wieszak na ścianę i zestaw nasadek, który normalnie uznałbym za zbędny luksus. Zapłaciłem za wszystko tymi wygranymi pieniędzmi. Z własnej kieszeni dołożyłem tylko dwie stówki. Nawet nie poczułem.

Kiedy w poniedziałek paczka dotarła na budowę, chłopaki patrzyli na mnie jak na wariata. "Nowe zabawki? Dostałeś premię?" – pytali. "Coś w tym stylu" – odpowiedziałem. I nie kłamałem. Bo ta premia przyszła nie od szefa, nie od klienta. Przyszła od przypadku. Od wieczoru, kiedy miałem piwo w ręku, ciszę w mieszkaniu i odrobinę odwagi, żeby spróbować czegoś nowego.

Od tamtej pory zdarza mi się wejść. Zawsze przez oficjalne kasyno Vavada – bo po co kombinować, skoro mam sprawdzony adres. Wpłacam maksymalnie stówkę. Gram dla relaksu, nie dla pieniędzy. Czasem coś wpadnie, czasem nie. Ale to nie ma znaczenia. Bo tamta sobota nauczyła mnie jednego: czasem warto zrobić coś bez planu, bez gwarancji, bez sensu. I może akurat tym razem – uda się. A jak nie? To zawsze zostanie historia. I ta historia jest warta więcej niż niejeden zestaw kluczy. Nawet tych wymarzonych.